Czas Honoru, pamiętnik projektanta cz. 4: Długi weekend niszczenia prototypów

W 2012 r., korzystając z długiego majowego weekendu, urządziliśmy coroczne spotkanie Diablosów w malowniczym, naddunajskim miasteczku – Zebegeny.

Jechaliśmy tam, by realizować trzy cele: integracja, zwiedzanie oraz testy gier, nad którymi wtedy pracowaliśmy. Pogoda nam dopisywała, a pogranicze Węgier i Słowacji to wspaniałe, przesiąknięte historią miejsce, więc pierwsze i drugie zadanie realizowaliśmy z przyjemnością i powodzeniem.

w1

Wieczory spędzaliśmy na realizacji trzeciego celu – testach gier. Siadaliśmy w salonie z widokiem na piękny łuk Dunaju i w świetle zachodzącego słońca, smakując doskonałe, miejscowe wina… niszczyliśmy kolejne prototypy.

Czasami pytacie nas: „Dlaczego jeszcze nie ma Carolusa?”, „Co z Teutons?”, „Czy 1st Blitzkrieg będzie wydany?”. A my na nie odpowiadamy: „Bo jeszcze nie jest gotowy.”, „Czekają na wydanie, ale w zmienionej koncepcji.”, „Na razie nie, bo nie jesteśmy zadowoleni z czasu rozgrywki.”, itd., itp.

I o mały włos rok 2012 nic by w tej kwestii nie zmienił, dalej nie byliśmy w pełni usatysfakcjonowani naszymi grami. Wszystkimi, poza jedną.

Na pierwszy ogień poszedł Carolus. Za długi, za dużo detali, za mało akcji. Projekt właściwie trafił do kosza. Jedynym światełkiem w tunelu była lista z wypisanymi hasłami, o tym jaka ta gra jest, a jaka powinna być.

Kolejny wieczór spędziliśmy nad planszą 1st Blitzkrieg. Za długa, nieczytelna. Wciąż wyłącznie dla fanatyków gier wojennych, mimo zastosowania, w najnowszej wersji, wielu euro-mechanizmów. Znów lista haseł, co jest, a co chcemy, by było.

Teutons. Tu nie ma problemu z mechaniką, gra jest gotowa i jesteśmy z niej zadowoleni. Zamiast testów długo dyskutowaliśmy, analizowaliśmy wyceny komponentów, różne warianty produkcyjne. Wiemy już, co zrobić z Teutonami. Ale ilość pracy, którą trzeba w nich w związku z tym włożyć, na razie nas przerasta.

Gra futbolowa. Wszystko dobrze, tylko wyniki meczów niedobre. To znaczy wtedy tak myśleliśmy i grę spotkał los podobny do poprzedników. Ale po ostatnim spotkaniu Polska – Ukraina okazało się, że wyniki oferowane przez grę wcale nie są niedobre. Są wręcz realistyczne! Chyba czas odkurzyć ten tytuł.

Wyjazd moglibyśmy podsumować jako długi weekend niszczenia prototypów, ale piąta, najskromniejsza, pozostawiona na koniec gra – „Cichociemni” – spodobała się wszystkim. Oczywiście nie obyło się bez zmian, ale te miały charakter deweloperski, a nie niszczący.

I właśnie w maju 2012 r., nad pięknym, modrym Dunajem, podjęliśmy decyzję, że w 2013 r. wydajemy „Cichociemnych”. Grę, która z czasem stała się Czasem Honoru.

w2

, , , , ,

Phalanx

Trackbacks/Pingbacks

  1. Ozy | Finish it! ZnadPlanszy.pl - Grudzień 5, 2013

    [...] padła szybko, bo w maju 2012 r., gdy niszczyliśmy nasze prototypy. Destrukcja jest zawsze twórcza.  Już „na wyjeździe” Jaro zagadał nas jeszcze z [...]

  2. Zanim w zrobiliśmy pierwszy test, czyli jak powstawali Magnaci - Board Times - gry planszowe to nasza pasja - Maj 15, 2014

    [...] rok 2012 i nasze firmowe spotkanie, zwane przez nas samych weekendem niszczenia prototypów. Mamy w firmie zasadę liberum veto. Ucieramy stanowiska tak długo, aż osiągniemy względny [...]

Dodaj komentarz

Current ye@r *

Facebook