Wszystkie wiadomości
Teutons - pierwszy raport z rozgrywki.
Chłodny, wrześniowy poranek skrył okolicę we mgle. Wilgotne, białe płaty tłumiły głosy i ograniczały widoczność. Jednakże czujne oczy i uszy zwiadowcy nie dały się zwieść niepogodzie. Mężczyzna był na posterunku od samego wschodu słońca. Cierpliwie wyczekał, aż przejdą przed nim dwie kolumny jazdy, bo nie one były przedmiotem jego uwagi. W końcu pojawiła się trzecia kolumna, powolna, wiodąca ciężkie, wypchane dobrami wozy. To ona była celem. Mężczyzna zwinnym ruchem zszedł z drzewa i dobiegł do uwiązanego nieopodal konia. Na niesioną przez niego wiadomość czekał kwiat rycerstwa polskich prowincji, zjednoczonych w bólach przez Łokietka. Nadszedł czas zemsty, za lata upokorzeń i strat.
Kolumnę jazdy i taborów, powoli toczącą się po piaszczystej drodze, prowadzili dwaj bogato strojni i zbrojni rycerze Byli to Marszałek Dietrich von Altenburg, dowódca krzyżackiej armii oraz Thomas Uffart - gość Zakonu, przybyły aż z dalekiego Albionu. Za nimi ciągnął się szereg rycerstwa, pocztowych, zbrojnej czeladzi i kolumna taborów – wozów wiozących dobra zrabowane z najechanych przez Zakon Kujaw.
Jeźdźcy rozmawiali o toczącej się kampanii, która zmierzała do szczęśliwego końca. Wspominali przewagi krzyżackiej armii z bitew pod Pyzdrami i Koninem, gdzie pokonano polskie rycerstwo ziem kujawskiej i wielkopolskiej. Z czasem rozmowa przeszła na temat oczekującego rycerzy zasłużonego odpoczynku podczas zbliżającej się szybko zimy. Byli zmęczeni, ale szczęśliwi i dumni z dobrze wypełnionego obowiązku.
Tabor maszerował ostatni, ponieważ gros sił krzyżackiej armii wyruszyło o samym świcie, wiedziony przez „gończe psy” marszałka, konturów: chełmińskiego – Otto von Luterburga i bałgijskiego – Henryka von Plauen. Komturowie mieli szybkim marszem podejść pod Brześć Kujawski i zająć go z zaskoczenia, z marszu. Nijak pasowały do tej akcji wozy taborowe i kapryśni zachodni goście, towarzyszące zakonnej starszyźnie marszałka. Altenburg nie był wojownikiem, lecz dyplomatą. Wiedział, że jego goście wolą oglądać wojnę z perspektywy łupieżców, a nie żołnierzy, więc nie forsował ich do przodu razem ze swoimi weteranami. Lepiej było zabawiać Uffarta rozmową o pełnych wina piwnicach krzyżackich zamków i pogańskiej świeżości pruskich niewiast, niż ryzykować jego życie pod polskim grodem…
Mgła ustępowała, szeregi polskiego rycerstwa, pocztowych i giermków rozwijały się na skraju lasu, frontem równoległym do drogi wiodącej na Brześć Kujawski. Wincenty z Szamotuł, starosta generalny Wielkopolski, uwijał się wśród szeregów hufców straży przedniej, mustrując mniej doświadczonych rycerzy i płazując ich giermków, by wreszcie stanęli w nakazanym ordynku. Starosta czekał na ten dzień z utęsknieniem, jak głodny, dwukrotnie pozbawiony zdobyczy wilk, który stanął przed trzecią szansą. Dobrze pamiętał porażki spod Pyzdr i Konina, gdzie z siłami samej wielkopolski próbował powstrzymać marsz Krzyżaków w głąb Kujaw. Wtedy mu się nie udało. Dziś, z zahartowanymi w walce hufcami Wielkopolan, z szukającymi zemsty Kujawianami, z chętnymi do bitki rycerzami z Łęczycy i Sieradza, z potężnymi panami Małopolski, dziś miał jeszcze raz zmierzyć się z wojskami Zakonu. Tyle że tym razem szanse były równe…
W 14 numerze Planszowego Weterana znajduje się pierwszy raport z rozgrywki w grę Teutons. Tekst i zdjęcia powstały w oparciu o prototypową wersję gry. Zapraszamy do lektury!
Ostatnia zmiana: Sep 02 2010 o 21:54





